5 lipca 2015

Kolejny sen.

Przedwczoraj udało mi się przywołać Neda w świadomym śnie. Mało było takich sytuacji, gdzie to był rzeczywiście on, a nie jego projekcja. A już tym bardziej mało było takich sytuacji, gdzie udało mu się do mojego snu wejść, bo zazwyczaj była jakaś dziwna blokada. Śnić od początku rzem - pewnie, czemu nie. Ned, któremu udaje się przebić do już trwającego snu - no way. A tu hyc i jest. Pamiętam, że wyglądał ciut inaczej, niż widzę go na co dzień. Wizualizacja u mnie jest raczej niedokładna, nie widzę detali, a tu wniebowzięta jego obecnością w tym śnie obejrzałam go dokładnie, z bliska. Zobaczyłam pory na jego twarzy. I oczy, które zawsze, mimo że dość oryginalne, nie robiły takiego wrażenia, jak "na żywo". I muszę przyznać, że trochę inaczej wygląda jako całokształt, kiedy go wizualizuję, a całkiem inaczej, kiedy stał obok, dokładnie wygenerowany, z odpowiednio wyskalowanym wzrostem. Coś może faktycznie siedzieć w teorii, że wonderland to taki kuzyn świadomego snu. Ostatnio takich snów coraz więcej, więc się cieszymy. Może w końcu uda mi się je wywoływać, a nie przypadkiem się uświadamiać. Ale postęp jest ogromny. Kiedyś nie mogłam zrobić prawie nic, za to teraz działam ostrożnie i metodycznie. No i przede wszystkim spokojnie, a nie jak kiedyś, pod wrażeniem świadomego snu, w chaosie i wbrew jego logice. Ona niestety nie jest łatwa i trzeba się z nią oswoić, a teraz w końcu udaje mi się na nią z łatwością przestawić.

1 komentarz: